środa, 30 listopada 2011

Melanholy Hill

Jest mi dziwnie. No bo w sumie fajny dzień i niby wszystko dobrze, ale jednak coś mi nie pasuje. Może to taki jesienny humorek? Uh.

Zjadłam dzisiaj mało, z moich dzikich kalkulacji wynika, że tylko 402 kcal :3 Nie wiem jak to zrobiłam i czy dobrze policzyłam, ale jest dobrze. I to trzeci dzień z rzędu. Może w końcu mi się uda wytrwać chociaż trochę, hrrr. Chciałabym. Jestem głodna, lololol, żal mi cię, pierdolony bezdenny żołądku, nie ruszę stąd dupy. Jak już jestem w temacie chudości, to zapomniałam ustawić nagrywania Top Model -.- że też muszą tam teraz te pierony siedzieć.

Cały dzień czuję dzisiaj zapach farby do włosów. Wszechświat daje mi znaki. Najchętniej bym odnowiła różowe końcówki, a resztę zrobiła na ciemny brąz, taki jaki miałam na początku roku szkolnego. Ładny był, chociaż wtedy się strasznie wkurzałam, że "to nie jestem ja" i jest zbyt zwyczajny.

W ogóle ostatnio mam humor na takie flakowate, spokojne piosenki. Zupełnie nie mój klimat, ale w sumie mi się podoba, jednakowoż mam nadzieję, że niedługo skończy mi się tej głupi melancholijny nastrój. Chociaż w sumie go lubię. Sama nie wiem czego chcę.

No i powie mi ktoś jak, do cholery, można pomylić owulację z ejakulacją? Jezusie nazarejski. Zawsze mi się te nazwy myliłyyy.

Nie mam się w co ubrać ~  To znaczy mam w sumie pomysł, ale wiąże się on z założeniem zakolanówek, co wiąże się z moimi tłustymi girami, lol. A zakolanówki mi się tak cholernie podobają :c gópie nogi, gópia ja. I nawet martensy, które są takie piękne, dziwnie wyglądają na mnie, bo jestem gruba. No ale już niedługo, czy coś.

Zaraz się porzygam.

Nie wiem już co mam robiiić. Mam chyba wiecznego art blocka. No normalnie nic nie mogę. Nawet jak czuję wenę, to zaraz przechodzi. Co za dupa.

Zmęczona.

Hurts - Better Than Love

sobota, 12 listopada 2011

I wanna make you bleed just like me

Nie jestem już w rowie mariańskim rozpaczy, aczkolwiek ta dolina jest głęboka, ciemna i gówniana. Dzisiaj rano mi tak ciśnienie skoczyło, że aż poszłam się *ekhem* przewietrzyć, idę potem do Dąbro i patrzę - rodzice jadą. Mieli być kierwa w Liderze, pozdro dla nich. No to zapieprzam do tej Dąbrówy, biorę gorącą czekoladę i Frugo (na szczęście mnie nie widzieli) i jaaazda do domu prawie biegiem i do łazienki. Wyszłam czysta, pachnąca i pełna zdziwienia "Byliście w Dąbrówce? Wydawało mi się właśnie, że was widziałam" łoh łoh. Akcja "Weź się odstresuj" zakończona "Dwa razy więcej stresu niż na początku" <ok>
No a tak poza tym to zrobiłam sobie koszulkę na wuef, jest dziwna i w ogóle, ale mi się podoba i normalnie ją kocham :
Jeszcze na plecach walnę jakiś cytat z piosenki i będzie cacy. W ogóle marzy mi się taka cyber gotycka maska, z dwoma takimi jakby wywietrznikami. Nie mam pojęcia gdzie bym w takiej chodziła, no ale jejciuu.
love love.

Jutro kroi się rodzinna biba z okazji urodzin brata. Nienawidzę tych "imprez", bo to polega na tym, że solenizant/ka siedzi w pokoju i ma wszystkich w poważaniu, a stare dziady chleją wódę i wpierdalają ciastka. Sympatycznie.
Zaczęła się wymiana, normalnie huehue. Znowu będzie to latanie za Niemcami po całej szkole i obczajanie i w ogóle aww :3 lubię.
Przynajmniej cześć sprawy została rozwiązana i cieszę się, że wyszło tak nie inaczej i że można ludziom wierzyć. Trochę mi głupio za takie oskarżenia, ale jestem teraz w takim stanie, że wystarczy mi cokolwiek powiedzieć, a po prostu wybucham. Sorry Was wszystkich jeśli jestem chamska czy coś, bo nie chcę, tylko no. Jezus. Z resztą to to jest gówno, a nie wytłumaczenie.

Późno jest, nie ma co robić, więc idę słuchać Rammsteina albo jakiejś dołującej kupy, cześć.

Gazette - Taion

piątek, 11 listopada 2011

Bite my tongue

Cześć. Jak widzicie pogrążona w dole rozpaczy i beznadziei postanowiłam założyć blogspota. To jest teraz fajne, wiecie. W sumie nie widzę sensu, bo posiadam już fotobloga, ale no. Będzie kól. Jeszcze nie wiem co ja tu w ogóle robię, także spoko loko. To tak tytułem wstępu.

Teraz nastąpi litania żali. Miałam takie tyci tyci grono ludzi, którym ufałam. W ciągu ostatniego czasu uszczupliło się ono do jednej. Bo tak już chyba jest, że jak przychodzi jakiś kryzys i problemy, to wszyscy się odwracają. Nagle wielkie zdziwienie, że ja zawsze cieszę ryja, że jestem taka radosna, jak ja w ogóle mogę mieć jakieś problemy? Otóż mam. Następuje chwila, w której przestaję być ciocią dobra rada i sama potrzebuję pomocy. I nikt nie wie jak się zachować. Wychodzą jakieś krzywe sytuacje, ktoś coś komuś wygadał, a ten tamtemu coś powiedział. No i co mi zostało? Teraz muszę to wszystko odkręcać i wyjaśniać, jedna sprawa po drugiej. Tylko, że ja nie umiem. Nienawidzę szczerych rozmów i kłótni i w ogóle nienawidzę problemów. A teraz mnie to cholerstwo czeka i muszę temu stawić czoła, chociaż zawsze starałam się tego unikać, wybierać najłatwiejsze wyjścia.

Tak poza tym gównem, które się zrobiło, to mam beznadziejny internet. Chciałam oglądnąć Sekai-ichi Hatsukoi no ale nie ma bata, skoro się zacina na ósmej minucie i się nie rusza. Kolejne podejście. W ogóle muszę się wziąć za Naruto, bo przestałam czytać w najciekawszym momencie <ok>

Siedzę sobie teraz i nic nie robię, bo nie ma nikogo na gadu ani nic, zaraz się chyba wezmę za robienie tej koszulki albo będę obczajać ładne rzeczy na ebayu. Normalnie kocham ebay. Za to dużo mniej kocham ceny za przesyłkę. Eh.

Polska przegrała z Włochami 0:2, pozdro. To wszystko przez te wsiowe stroje. Szkoda, że nie oglądałam, no ale weź tu rodzicom telewizor zabierz. Non stop albo oni oglądają jakiś film, albo tata z bratem grają na PS. Ph. Czuję się źle i chyba znowu będę chora. Może to przez to, że dzisiaj po kościele siedziałam 10 minut w zimnym aucie, ponieważ mama musiała koniecznie gadać z ciotką. Jezu. W ogóle los jest złośliwy, bo jak mi się nie chce spać (wypiłam napój energetyczny) to nie ma z kim pogadać ani nic, a ja mam potrzebę wygadania się, ponarzekania po raz setny na to samo. Omegle mi zostaje.

A tak btw to pochwalę się jakie będę miała buty <3
Czujecie to. Iha. W każdym razie trampki są już w drodze z Chin, pewnie za jakieś 20 dni zajdą, o rocking horse'ach na razie sprzedawca się nie odezwał.
Jak już jestem przy kwestii ubioru, to normalnie muszę MUSZĘ jechać do Krakowa. 17 listopada w H&M wychodzi ta kolekcja od Versace <3 na ubranie i tak mnie nie będzie stać, ale może chociaż kupię gówniany pierścionek. Chcę. I w ogóle zazdroszczę Bryan Boyowi, bo zrobił z tej kolekcji takie duuuże zakupy noo. Dżizas. A to ta nausznica, co mówiłam, że chcę:
aww :3 i jeszcze jaka dyndająca z krzyżami mi się podoba. Ej normalnie się zapędziłam, to nie ma być blog o modzie czy coś. Coś.

Idę robić nie wiem co, bo mi się nudzi i jest mi źle i nie mam gorącej czekolady, nara.

Rammstein - Mein Teil